„Chłopcy”, żona i zakonnice

Kolejna premiera i kolejny sukces działającego przy Miejsko Gminnym Ośrodku Kultury w Karczewie teatru amatorskiego „KARTA”. Tym razem aktorzy wspólnie z reżyser i opiekunką grupy Laurą Łącz zmierzyli się z komedią Stanisława Grochowiaka „Chłopcy”. Premiera miała miejsce 14 kwietnia br. w „Piwnicy pod Barankiem”.

Przybyłych na premierę gości powitała reżyser Laura Łącz. Przed rozpoczęciem spektaklu pani Laura przypomniała postać Zdzisława Zadrożnego, który 3 marca odszedł do lepszego świata. Był aktorem teatru KARTA od samego początku. W „Chłopcach” miał grać rolę profesora. Przedstawienie, którego premiera miała miejsce 14 kwietnia, zespół aktorski oraz reżyser zadedykowali nieżyjącemu koledze.

Mówiąc o samej sztuce pani Laura podkreśliła, że „Chłopcy” Grochowiaka to wprawdzie komedia, ale nie do końca, właściwie jest to tragikomedia z drugim dnem.

Sztuka Stanisława Grochowiaka „Chłopcy”, która w reżyserii Tadeusza Jaworskiego znalazła się w Złotej Setce Teatru Telewizji, to nie pozbawiona elementów groteskowych opowieść pełna ciepła i humoru. Jest to również wnikliwe, studium psychologiczne starości. Sztuka, która nosi podtytuł „Dramat z życia sfer starszych”, przedstawia grupę starszych panów, którzy będąc pensjonariuszami domu opieki nad osobami w podeszłym wieku, próbują zapomnieć o upływie czasu. Chłopcy pod „troskliwą” opieką sióstr zakonnych wcale nie myślą o śmierci, i mimo nakładanych za błahe przewinienia kar, starają się zachować niezależność.

W rolę Kalmity wcielił się Grzegorz Sychowiec, który jak zawsze zagrał wspaniale. Jego żonę Narcyzę, rozkapryszoną aktorkę i dobrodziejkę zakładu zagrała Barbara Różycka. Piękna Narcyza raz w roku, w rocznicę ślubu, odwiedza swojego Józefka. Kalmita tym spotkaniem wcale nie jest zachwycony, a wręcz odwrotnie, jednak jego żona, po przyjeździe stara się być bardzo opiekuńcza nie mówiąc mężowi, że zamierza zabrać go do domu i tam się nim opiekować. Traktuje go jak małego chłopczyka, co wprawia Kalmitę w dodatkowy zły nastrój. Kalmita wyjeżdża, za co koledzy uważają go za zdrajcę, ale wkrótce wraca. Jego niespodziewany powrót do domu starców jest wyrazem niezależności i chwilowym przejawem buntu. Jednak nie ma już pokoju, gdyż tam gdzie mieszkał, zorganizowano świetlicę imienia jego żony i wstawiono ufundowany przez nią telewizor.

Rola siostry przełożonej, która prowadząc dom starców chętnie udziela się towarzysko i lubi wódeczkę, przypadła Małgorzacie Kowalskiej. Podobała mi się gra Moniki Wojciechowskiej, która wcieliła się w rolę, surowej i żądnej władzy nad staruszkami siostry Marii. Beata Cisek, której gra jest bardzo żywiołowa, tym razem zagrała Hrabinę de Profundis. Jednak wśród pań szczególne brawa należą się Aleksandrze Domitr, która z małej rólki Wiktoryny zrobiła po prostu perełkę. Po spektaklu gratulacje zbierali Andrzej Skwara za rolę kościelnego Jo-Jo, Arkadiusz Żelazko za rolę Pożarskiego, Adrian Wojciechowski za rolę Smarkula i Tomasz Wojciechowski (debiutujący w KARCIE) za rolę profesora.

Warto pamiętać, że dramat Grochowiaka nie jest jedynie fikcją literacką autora. „Chłopcy” to sztuka, która powstała na kanwie autentycznych wydarzeń. Grochowiak odwiedził w prowadzonym przez zakonnice domu starców swojego przyjaciela Stanisława Żyżkowskiego, satyryka, pisarza, dziennikarza i poetę. Panująca w zakładzie atmosfera, przeprowadzone rozmowy i obserwacja zainspirowały go do napisania sztuki o starości wymykającej się własnej naturze.(KK)